79) Na zawsze razem

Màu nền
Font chữ
Font size
Chiều cao dòng

Poranne promienie słońca przebijały się przez okno, a ku powszechnemu zdziwieniu Tonks była już na nogach. Z tacą wypełnioną kanapkami przeciętnej jakości, które były krzywo ukrojone i nierówno posmarowane, maszerowała do sypialni matki. Kiedy z trudem otworzyła drzwi, zobaczyła Andromedę, która przeciągała się leniwie, siedząc na łóżku.

- Dzień dobry! – powiedziała z uśmiechem Tonks.

- Dzień dobry. – odpowiedziała Dromeda i spojrzała na zegarek. – A ty czemu nie w pracy.

- Zostałam odsunięta od śledztwa. – wyznała i zauważyła zrozumienie na twarzy matki. – Wiesz sam fakt, że Syriusz to mój kuzyn, a Bellatrix to moja ciotka sprawia, że mogłabym być jakoś w to wszystko zamieszana. Szkoda... Może bym im pomogła, a może nie. – wzruszyła ramionami.

- Co się dzieje w ministerstwie?

- Powtórka z rozrywki, to samo co dwa lata temu, kiedy Łapa uciekł. – odpowiedziała Dora i postawiła tacę z kanapkami na stoliku nocnym.

- A my?

- Scrimgeour właśnie dlatego odsunął mnie od śledztwa, ale to chyba była tylko czysta ostrożność albo chęć zdenerwowania mnie, a jeśli chodzi o ciebie i Narcyzę...

- Chodzi mi o naszą rodzinę. – odezwała się natychmiast Dromeda.

- Nie interesują się jak na razie ani tobą, ani nią. – stwierdziła Nimfadora. – Powiedz mi co się z wami stało?

- Nie chcę o tym rozmawiać, kochanie. – mruknęła Dromeda, poprawiając kołdrę. – Zrobiłabyś mi może kawę, córeczko?

- Skoro chcesz... - stwierdziła Dora i wyszła z pokoju zostawiając matkę samą.

Andromeda sięgnęła do szuflady w stoliku, na którym jej córka postawił tacę z kanapkami, ramkę ze starym zdjęciem. Trzymała je tylko z sentymentu. Sentymentu do czasów, kiedy zostało ono zrobione. Do czasów, kiedy ona i jej siostry były sobie tak bardzo bliskie. Mimowolnie uśmiechnęła się na wspomnienie dzieciństwa, które wbrew pozorom nie było takie złe. Zamknęła oczy i dała się ponieść zdarzeniom z przeszłości:

Siedziała ubrana w białą, elegancką sukienkę, bawiąc się swoją szmacianą lalką, podczas gdy jej starsza siostra zaglądała przez uchylone drzwi na korytarz. Bella miała na sobie identyczną sukienkę co ona tyle, że brązową, czarne włosy związane miała w gruby warkocz, tak samo jak ona. Wisiała na klamce, stojąc na palcach i wsłuchiwała się w krzyki dochodzące z sypialni rodziców.

- Bella, plose zamknij dzwi. – poprosiła, miała nie więcej niż trzy latka.

- Ale ja jestem ciekawa. – zaperzyła starsza siostra, mimo wszystko zamknęła drzwi i usiadła obok Andromedy na kanapie. – Jak sądzisz to będzie chłopiec czy dziewczynka?

- Chciałabym dlugą siostrę. – stwierdziła Andy, czesząc lalkę. – A ty?

- Ja chciałabym brata, ty mi już wystarczysz. – uśmiechnęła się wesoło Bella.

- Bella, Dromedo, chodźcie! – usłyszały krzyk ojca. Starsza dziewczynka zeskoczyła z siedziska i poczekała aż siostra zgramoliła się z kanapy. Trzymając się za rączki, pobiegły najszybciej jak potrafiły na górę po wielu schodach. Ich ojciec, Cygnus Black stał w drzwiach czekając na swoje córki. – Chodźcie, dziewczynki. – zachęcił je ruchem ręki.

W sypialni rodziców było duszno, ich mama leżała w łóżku. Mimo swojego stanu wyglądała pięknie, tak jak zawsze. Blond włosy, związane luźno, opadały lokami na ramiona, a zdrowe rumieńce rozjaśniały jej bladą twarz. Uśmiechnęła się na widok córeczek. Ich ojciec w podskokach pojawił się obok żony, odebrał od niej małe, białe zawiniątko i uklęknął obok dziewczynek. W rękach trzymał różowego bobasa, który spał słodko, wtulając się w pieluszkę.

- Kochane, przedstawiam wam waszą młodszą siostrę, Narcyzę.

Dromeda pogłaskała delikatnie uśmiechającą się dziewczynkę, która stała pośrodku i machała wesoło. Dziwiła się, że tak dobrze to pamięta.

Jej pokój zawsze był pełen życia, nie wiedzieć czemu to zawsze do niej przychodziły jej siostry. Tak samo było też tego dnia gdy siedziała z Narcyzą na jej łóżku i rozczesywała jej długie blond włosy. Bardzo kochała swoją malutką siostrzyczkę, była jej bliższa niż Bella, którą także mocno kochała. Pamiętała dobrze, jak jej mamusia pochorowała się po tym jak urodziła Cyzię. Mała nie pamiętała Druelli, a na przekór była wręcz jej kopią. Miała te same jasne włosy i jasne oczy. Nie miała w sobie nic z Blacków, w przeciwieństwie do Belli i Dromedy.

- Andy, jak myślisz o czym rozmawiają tata z ciocią? – spytała w pewnym momencie Cyzia.

- Nie wiem, ale pewnie Bella się dowie. – stwierdziła i splotła włosy siostrzyczki w kok, taki jak zawsze nosiła jej mama. Ciocia Walburgia po raz kolejny przyszła do jej taty i kłóciła się o nieznane Dromedzie sprawy. Bellatrix w swoim zwyczaju pobiegła pod gabinet ojca w celu podsłuchania ich rozmowy.

- Ciocia zawsze strasznie krzyczy, nie lubię jej. – stwierdziła Cyzia, krzyżując rączki na piersi. Andromeda westchnęła. Narcyza była jeszcze za mała by zrozumieć, że za takie słowa mogła ją czekać nieprzyjemna przyszłość. Prawda była taka, że to nie jej ojciec jako męski potomek rodu miał władzę, a jego starsza, przerażająca siostra.

- Lepiej jej o tym nie mówić, bo się pogniewa. – przestrzegła siostrzyczkę Andy. Drzwi nagle się otworzyły i do pokoju weszła blada Bella. – Co się stało?

- O co się kłócą? – dołączyła swoje pytanie Cyzia.

- Przyłapali mnie, myślałam już, że ciotka mnie zleje, ale ona... Kazała mi powiedzieć co się dla mnie najbardziej liczy. Rodzina czy mugolaki.

- Dlaczego cię o to pytała? – zdziwiła się Dromeda.

- Tata i ona kłócili się o to czy mają kogoś poprzeć, nie usłyszałam o co chodzi, ale powiedziałam, że wybieram rodzinę, w końcu jesteście dla mnie najważniejsze. A od zawsze powtarzali, że mugolaki są złe. – powiedziała Bell, siadając obok sióstr i uśmiechnęła się do nich blado.

- Nie wiem czy to dobrze. – westchnęła Dromeda. – Lepiej nie mieszać się w takie sprawy, możemy na tym źle wyjść i coś może nam się stać. Ciocia nie powinna nakłaniać taty do takich rzeczy.

- Mam nadzieję, że tatuś się nie zgodził. – odezwała się Cyzia.

- Cokolwiek się wydarzy musimy się trzymać razem. – oznajmiła poważnym głosem Bella.

Kilka łez spłynęło po policzkach Andrmedy. Poprawiła kołdrę po raz kolejny, nie mając co zrobić z rękoma. Wspomnienie kochającej siostry bolało tak bardzo, że nie mogła powstrzymać płaczu.

- Kiedy ona się tak zmieniła? – spytała sama siebie.

Odliczała kolejno od dziesięciu, trzymając ręce na oczach, żeby nie było, że podgląda. Słyszała jak Cyzia i Syriusz chowają się gdzieś po kątach w ich najlepszych kryjówkach. Tym razem bawili się w dużym salonie, ponieważ jej tata, razem z ciotką Walburgią i wujem Orionem, przyjmował gości.

- Szukam! – zawołała, w miarę cicho, żeby nie przyciągnąć uwagi dorosłych, siedzących piętro niżej. Cyzia schowała się w jednej z pustych szaf, drzwiczki przytrzasnęły jej koronkową sukienkę, a Syriusz zamknął się w wielkim zegarze, który przestał tykać. – Ciekawe gdzie się schowali?

- Syriusz! Syriusz, gdzie jesteś! Przyjdź do mnie natychmiast! – wrzeszczała ciotka Walburgia, tupiąc nogami po stopniach. Otworzyła z hukiem drzwi i omiotła wzrokiem salon. Tuż za nią stał ojciec Dromedy. – Gdzie Syriusz?

- Ja...- zająknęła się, a ciotka zmierzyła ją wzrokiem.

- Tutaj mamo. – odezwał się chłopiec, wychodząc z zegara.

- Gdzie ty włazisz?! Będziesz cały brudny, nie mam zamiaru kupować ci nowych ubrań. Powinnaś się wstydzić Andromeno! Miałaś go pilnować!

- Ale my się tylko bawiliśmy w chowanego. – odezwała się cicho, wbijając spojrzenie w buty.

- Bawiliśmy! – prychnęła kpiąco poczym zwróciła się do swojego brata. – Przynajmniej miałeś szczęście do jednej córki. Bellatrix to porządne dziecko. Kiedy z nią rozmawiałam ostatnio, wyrażała się tak jak powinna Blackówna.

- Masz na myśli zgodnie z twoimi poglądami? – spytał zmęczonym głosem Cygnus.

- Mam na myśli zgodnie ze słusznymi poglądami. Syriusz za mną. – poleciła i oboje bez słowa opuścili salon.

- Chodźcie, kochane. – powiedział ich ojciec, rozkładając ręce i obie przytuliły się do niego mocno. – Nie martwcie się, ciotka po prostu już taka jest.

- Co ona miała na myśli, mówiąc, że Bella wyrażała się jak Blackówna? – spytała się Andy, zdziwiona tym, że jej siostra zgadzała się w czymś z ciotką.

- Balla wyrobiła sobie poglądy dotyczące niektórych spraw i ciocia chyba je pochwala. – powiedział, tuląc obie córeczki do siebie.

- Bella zawsze powtarza, że musimy trzymać się razem. – wtrąciła Narcyza.

- I ma rację. Ty, Dromeda, Bella i ja, musimy się wspierać, bo się kochamy.

Biegła przez błonia w kierunku zamku, uciekając przed siostrami. Nawoływały ją głośno, błagając by się zatrzymała. Zacisnęła dłonie w pięści i odwróciła się do nich.

- Dlaczego to zrobiłaś?! – zawołała do Belli z wyrzutem.

- Ona nie jest warta tego by którakolwiek z nas zaszczyciła ją spojrzeniem. – odpowiedziała pewnym głosem Bellatrix.

- Ja z nią tylko rozmawiałam! – odparła zezłoszczona Dormeda.

- Ona jest szlamą.

- Nie nazywaj jej tak, Bello. To nie jej wina, że urodziła się wśród mugoli. – powiedziała łamiącym się głosem Andy.

- Ale to nie zmienia faktu, że ma brudną krew. – upierała się Bella.

- Nie kłóćcie się! – zawołała Narcyza, rumieniąc się ze złości.

- Ona jest miła, chciałam zaprzyjaźnić się z kimś spoza Slytherinu. – stwierdziła smutno Andromeda.

- Nie potrzebujesz nikogo spoza Slytherinu, siostro. – powiedziała już spokojnie Bellatrix i położyła siostrze rękę na ramieniu. – To tam masz wszystkich przyjaciół...

- I rodzinę. To najważniejsze. – dodała Narcyzna, łapiąc siostry za dłonie i ściskając je.

Ciemny, cichy zaułek mugolskiej dzielnicy byłby zupełnie pusty gdyby nie dwie kobiety idące ku sobie. Nie widziały się tak długo. Dawniej nie mogły wytrzymać bez siebie dnia, a teraz musiały się rozstać.

- Narcyzo. – przywitała siostrę. Chciała rzucić jej się na szyję, ale nie mogła na to sobie pozwolić.

- Dromedo, wróć do domu. – zaczęła jej siostra. Andy spojrzała na nią, wyrosła na piękną kobietę. Nic dziwnego, że wielu mężczyzn ubiegało się o jej rękę. – Bella też na ciebie czeka.

- Bellatrix nie chce mnie znać. – stwierdziła Andromeda ze smutkiem.

- Nie mów tak, obie wiemy, że to nie prawda. Popełniłaś błąd, ale nie musisz odwracać się od rodziny. Nie uciekaj, nie rób tego co Syriusz. – błagała ją Narcyza.

- Ciotka zapewne już mnie wydziedziczyła, a Bellatrix brzydzi się tym, że jest moją siostrą. Syriusz postąpił słusznie. – oznajmiła Dromeda. – Nie chcę już tak. Nie chcę mieć takiego życia. Nie chcę żyć w świecie gdzie muszę myśleć tak jak reszta rodziny, popierać Jego, gdzie nie mogę kochać tego kogo kocham. Zrozum mnie...

- Przecież można kogoś pokochać po ślubie. Rosier na pewno będzie dobrym mężem.

- Ale nie moim! Może ty i Bellatrix jesteście gotowe poślubić obcych wam mężczyzn, ale ja ufam swojemu sercu. – upierała się Dromeda.

- Bella powiedziała, że nie wyjdzie za mąż dopóki nie wrócisz do domu. – oznajmiła Cyzia. Andy spojrzała na nią z niedowierzeniem.

- Ona się zmieniła.

- Jak każda z nas. Nie jesteśmy już małymi dziewczynkami. – powiedziała jej siostra.

- Ale ona chce dla Niego walczyć, chce zabijać. Ona taka nie była, była inna. – stwierdziła zrozpaczona.

- Wróć do domu.

- Nie zaprzeczyłaś... A ja nie mogę wrócić, nie dopóki ciotka i inni będąc stać za Nim murem. Cyziu, ja nie chcę was stracić, ale po prostu nie mogę... Kocham was, tak bardzo was kocham, ale...

- Miałyśmy trzymać się razem. Zawsze... - stwierdziła smutno Narcyza i odeszła.

Andromeda nie próbowała powstrzymywać łez, nie było sensu. To wszystko było dla niej zbyt bolesne. Wysarzyło się lata temu, ale ciągle bolało tak samo. Drzwi sypialni otworzyły się i pojawiła się w nich Nimfadora.

- Zrobiłam ci kawę, mamo. 

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen2U.Pro