88) Potrzebowaliśmy testera

Màu nền
Font chữ
Font size
Chiều cao dòng

Nigdy chyba nie spało jej się tak dobrze. Była wypoczęta i chyba po raz pierwszy w życiu się wyspała. Jej ciało przeszył przyjemny dreszcz i poczuła jak pokrywa je gęsia skórka. Poprawiła głowę na podwyższeniu i ułożyła się wygodniej. Nic nie przykułoby jej szczególnej uwagi gdyby nie czyjaś dłoń na jej plecach. Otworzyła szeroko oczy i przetarła je by przyzwyczaić wzrok do jasnych promieni słońca, wpadających zza okna. Rozejrzała się po pomieszczeniu i zamarła gdy zauważyła, że leży na zupełnie nagim Remusie, a co gorsza sama nie miała nic na sobie. Przeraźliwy krzyk wydarł się z jej gardła i sprawił, że Lupin nagle otworzył oczy. Lupin zauważywszy co się dzieje spadł z łóżka, próbując się okryć, patrząc na nią z przerażeniem.

- Co to ma znaczyć? – zawołała zszokowana Dora, spoglądając na nagiego Remusa i natychmiast odwróciła wzrok. Zerwała z łóżka pościel i okryła się nią najdokładniej jak tylko było w stanie, wlepiając zszokowany wzrok w Lupina.

- To nie to co myślisz, Tonks... Ja wiem jak to wygląda, rozumiem, ale... - próbował wytłumaczyć Lupin, jednak nie wychodziło mu to najlepiej, bo sam nie wiedział co powiedzieć.

- Czy... ja i ty... my? – wydukała przerażona, wpatrując się cały czas w Remusa, a on tylko pokręcił głową:

- Nie, to nie możliwe.

- W takim razie, co się stało? – Tonks zrobiła się zimno, tak jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody. Scenariusze minionej nocy mnożyły się w jej głowie, a każdy z nich wydawał się być jeszcze gorszy. Poczuła jak policzki ją pieką, a w gardle tworzy się wielka gula.

- Ja... Nie wiem. – stwierdził Remus i zmarszczył czoło, próbując sobie przypomnieć co się wydarzyło. Nie miał pojęcia czy to sen, czy prawda, bo nie był w stanie uwierzyć w obrazy, które kolejno pojawiały mu się w głowie. Westchnął i ukrył twarz w dłoniach, Dora chciała go objąć, ale powstrzymała się, twierdząc, że byłoby to nie na miejscu. Był skołowany, bardziej niż ona. – Tonks, to co się stało tej nocy, ja tego nie rozumiem... To było takie dziwne i nawet nie wiem czy to wydarzyło się naprawdę.

- Jeżeli cokolwiek pamiętasz to musisz mi powiedzieć. – stwierdziła, kuląc się pod prześcieradłem. Ona nic nie pamiętała, miała dziurę w pamięci i bała się tego co zrobiła. Za każdym razem gdy urywał jej się film, działo się coś czego nie powinna była przegapić. Remus westchnął po raz kolejny i opowiedział jej wszystko to co zapamiętał. Tonks otwierała coraz szerzej oczy i co jakiś czas próbowała coś powiedzieć, nie potrafiła uwierzyć w to wszystko. Nie mogła przecież zaciągnąć Lupina do jego własnej sypialni i wręcz zmusić go do czegokolwiek. Nie było to dla niej realne.

- Kiedy mnie pocałowałaś, poczułem w ustach jakiś płyn i... ja nie wiem, straciłem nad sobą kontrole. – zakończył Remus, a Tonks spojrzała na niego niepewnie. Nie chciała mu wierzyć, ale jeżeli nie wierzyłaby w słowo Lupina, to nie mogłaby ufać już nikomu. Rozejrzała się po pokoju, a jej wzrok zatrzymał się na prawie pustej butelce.

- To był ten płyn? – zapytała, biorąc do ręki sok, a Remus przytaknął. Nimfadora spojrzała ze złością na podarunek i wycedziła przez zęby: - Fred i George...

- Co powiedziałaś?

- Bliźniaki, dali mi to wczoraj... - pokazała Remusowi butelkę. – To miał być zwykły sok, ale... Jestem głupia! Remusie daj mi mój szlafrok, muszę zamordować takich dwóch. – Remus rozejrzał się dookoła, ale w miejscu gdzie Tonks zrzuciła z siebie okrycie, nie było nic.

- Tego szukacie? – dobiegł ich rozbawiony głos Syriusza, który w swoim zwyczaju stał oparty nonszalancko o framugę drzwi i bawił się szlafrokiem Nimfadory. Tonks i Remus spojrzeli po sobie przerażeni, a Black roześmiał się głośno. – Nie dawaliście mi wczoraj spać. Naprawdę byliście tacy głośni, że słyszałem wszystko. Ciebie w szczególności Tonks...

- Zamknij się. – wycedziła przez zaciśnięte zęby Dora, a jej włosy naelektryzowały się niebezpiecznie. Syriusz roześmiał się na to jeszcze głośniej i zaczął wołać, udając Tonks:

- Remusie, och Remusie... Jesteś taki pociągający... Remusie, mhm...

- Powiedziałam zamknij się! – wrzasnęła Dora i zerwała się z miejsca okryta kocem, żeby zacząć gonić kuzyna, a ten śmiejąc się uciekał przed nią po całym domu.

***

Syriusz wpuścił spóźnionych Weasleyów i poprowadził przez ciemny korytarz, patrząc na nich z rozbawieniem. Podziwiał ich, naprawdę ich podziwiał. Samemu zdarzyło mu się dodać kilka kropel słabego eliksiru miłosnego, ale to... Zarobili u niego ogromnego plusa. Otworzył przed nimi drzwi prowadzące do kuchni i skłonił się, przepuszczając ich w drzwiach. Nie słuchał tego co mówili, zapewne był to jakiś żart albo uwaga, bo bliźniacy roześmiali się wesoło, a w momencie, w którym przekroczyli próg pokoju Tonks i Remus rzucili się na nich, przygniatając do ściany i celując w nich różdżkami. Rozległ się krzyk Molly i wzburzone głosy reszty obecnych. Remus nie specjalnie się tym przejął, Tonks również.

- Co podaliście Tonks? – wysyczał przez zaciśnięte zęby.

- Nic! – odpowiedzieli natychmiast równocześnie.

- Nic? NIC! –krzyknęła Nimfadora, a jej włosy wzniosły się ku górze, jakby emanująca z niej wściekłość je naelektryzowała. – To wasze nic sprawiło, że wskoczyłam Remusowi do łóżka!

Lupin zwiesił głowę. Uwielbiał Dorę za jej szczerość, ale teraz mogła zachować odrobinę dyskrecji. Bliźniacy spojrzeli po sobie, robiąc wielkie oczy, by po chwili wykrzywić usta w szerokich, głupkowatych uśmieszkach.

- Zadziałało? – zawołali uradowani, wyplątując się zgrabnie z uścisków Remusa i Tonks. W kuchni zapanowało milczenie, wszyscy spojrzeli zszokowani na chłopaków.

- Czy wy macie pojecie czym mógł się skończyć ten wasz kawał? – spytał nauczycielskim tonem Remus, gestem ręki nakazując usiąść Molly, która już miała zabrać głos i wyzywać swoich synów.

- Daj spokój, Remusie! – Machnął lekceważąco rękę Fred.

- Nie powiesz, że ci się nie podobało. – dodał George, puszczając oczko Tonks, a Black wybuchnął śmiechem. Dora nie panując nad sobą, spoliczkowała najbliżej stojącego bliźniaka, który złapał się na policzek, mimo że uśmiech nie spływał mu z twarzy.

- Tu nie o to chodzi. – warknął Lupin, czując się bardziej skrępowany niż tej nocy. Wszyscy im się przyglądali i słuchali każdego słowa, które wypłynęło z tych ust. – Jesteście już na tyle dorośli, żeby zrozumieć, że te sprawy to nie zabawa, a odpowiedzialność i zmuszanie kogoś, bo właśnie to zrobiliście, jest rzeczą niedopuszczalną.

- Ale koniec, końców nic się nie stało. – podsumował George.

- Zaraz coś wam się stanie... - warknęła złowieszczo Nimfadora, a Remus miał ochotę uśmiechnąć się na widok jej naburmuszonej miny.

- Tonks, ależ ty sama wypiłaś ten eliksir. – stwierdził niewinne Fred.

- Bo wam ufałam, idioci! – krzyknęła, zaciskając pięści. – Obiecuję, że już nigdy nie popełnię tego błędu.

- Uzgodnijmy jedną rzecz. – zaproponował Lupin, chcąc w końcu uciszyć tą całą aferę. – Pomijam oczywisty fakt przeproszenia Tonks, za nadużycie jej zaufania, bo to bezsprzecznie zaraz zrobicie... Ale by uchronić innych od takich niezapowiedzianych niespodzianek, musicie przysiąść, że nigdy nie wykorzystacie tego eliksiru.

- Ale nasz biznes... - jęknęli chłopcy, jednak pod srogim spojrzeniem Remusa, które było rzadkim widokiem, zamilkli. Padli na kolana przed Tonks i zaczęli lamentować nad swoją głupotą i lekkomyślnością, błagając o przebaczenie i łaskę.

- Niedoczekanie wasze. – prychnęła Dora, wyminęła ich i usiadła przy stole.

- Skąd wam w ogóle to do głowy strzeliło?! – zawołała w końcu Molly, nie mogąc już dłużej usiedzieć w milczeniu.

- Potrzebowaliśmy testera, mamo. – stwierdził najnormalniej w świecie George.

- Wiesz, bo chodzi o to, że jakby jeden z nas to wypił i spojrzał na kogoś albo co gorsza na tego drugiego to... było by nieciekawie. – wytłumaczył Fred.

- Czyli skoro to dotyczy Tonks, to jest to ciekawe? – spytała z niedowierzeniem.

- Oj uwierz mi Molly, było ciekawe! I głośne! I myślałem, że się nigdy nie skończy! – zawołał Black, śmiejąc się jak skończony kretyn i na nowo zaczął naśladować Nimfadorę, wykrzykując wysokim głosem imię Remusa. Dora walnęła pięścią w stół i po raz kolejny tego dnia zaczęła ścigać Syriusza, ganiając za nim dookoła stołu. Remus zwiesił głowę, to było dla niego za dużo.

***

Skuliła się pod kocem i westchnęła ciężko. Miała tego dość, te spojrzenia, szepty za jej plecami. Wszyscy, cały Zakon plotkował o tym co się wydarzyło. Nie mogła uwierzyć, że bliźniacy zrobili jej coś takiego. Zawsze traktowała ich jak przyjaciół i oni również ją chyba lubili, nie rozumiała więc dlaczego posunęli się do tego... A ona i Remus - było jej tak wstyd! Domyślała się, że to co opowiedział jej Lupin, to była tylko część tego co się naprawę wydarzyło. Usłyszała pukanie do drziw. Sama się sobie dziwiła, że postanowiła zostać w Kwaterze.

- Pomyślałem, że dobra herbata poprawi ci humor. – odezwał się Remus, wchodząc do pomieszczenia z kubkiem parującego naparu. Spłonęła rumieńcem, chowając głowę w ramionach. – Chcesz zostać sama?

- Nie, po prostu... - westchnęła i posłała mu delikatny uśmiech. – Głupio się potoczyło.

- Faktycznie. – przyznał jej rację, siadając obok niej na łóżku i podając gorący kubek. – Będziesz się wściekać na nich?

- Nie potrafię długo chować urazy, ale nigdy nie tknę już niczego co oni wcześniej mieli w swoich łapach. – mruknęła, upijając łyka. – A Syriusz... on jest głupi.

- Nie da się ukryć. – zaśmiał się krótko Lupin. Zapanowała miedzy nimi krępująca cisza, której żadne nie odważyło się przerwać. Tonks westchnęła i wypowiedziała myśl, która nagle pojawiła się w jej głowie.

- Zauważyłeś, że kiedy coś między nami zachodzi, to ja nic nie pamiętam. Całowaliśmy się, a ja nic nie pamiętam... Prawię się kochaliśmy, a ja nic nie pamiętam...

- Gdybyś była za każdym razem świadoma wszystkiego, to do niczego nigdy by nie doszło, a i ja w pełni nad sobą nie panowałem. – mruknął nieswoim głosem Lupin. – Dobrze wiesz, że ja nigdy...

- Wiem... - przerwała mu i uśmiechnęła się. – W sumie to cieszę się, że wydarzyło się to między nami, a nie między mną, a kimś innym... 

Bạn đang đọc truyện trên: Truyen2U.Pro